Maksymilian Rogalski z Pogoni: Nie cieszę się z tego, że jestem rezerwowym

Pomocnik portowców dał dobrą zmianę w spotkaniu z Koroną, zapewniając drużynie w końcówce cenny remis. Mimo tego spotkanie z Piastem znów zaczął na ławce.
Maciej Żmudzki: Liczył pan na grę od pierwszej minuty w spotkaniu z Piastem?

Maksymilian Rogalski: Już w trakcie tygodnia było wiadomo, że usiądę na ławce, więc nie spodziewałem się, żeby to się zmieniło.

Mimo bardzo dobrej zmiany, jaką dał pan w Kielcach?

- No tak, ale co zrobić? Takie są decyzje trenera, bo to on ustala skład, a nie ja. A czy ja się z nimi zgadzam czy nie, to już jest moja osobista sprawa.

A zgadza się pan?

- Każdy piłkarz chce grać. Jest nas dwudziestu kilku i już przy wyborze meczowej osiemnastki kilka osób jest pokrzywdzonych. Później szkoleniowiec ustala pierwszą jedenastkę i żaden z siedmiu rezerwowych na pewno nie jest zadowolony z tego, że nie gra. Tak jest również w moim przypadku. Nie cieszę się z tego, że jestem rezerwowym w Pogoni. Chciałbym grać i tyle.

Dwa mecze z jednym napastnikiem = siedem goli strzelonych i dwa zwycięstwa. Dwa mecze z dwoma napastnikami = dwie bramki i dwa remisy. Dlaczego?

- Te rezultaty na pewno pozwalają wysnuć jakieś wnioski. Wydaje mi się, że potrzeba większego zgrania między Łukaszem Zwolińskim i Marcinem Robakiem, ale to znów jest już rola naszego trenera i reszty sztabu. W ciągu tygodnia będziemy z całą pewnością pracować nad poprawą tych elementów, a to, w jakiej konfiguracji wyjdziemy na mecz w Poznaniu, to już chyba tylko Pan Jezus wie.

W taktyce 4-5-1 graliście trójką centralnych pomocników. Może to właśnie brak zagęszczenia środka pola przełożył się na te dwa remisy?

- Nie wiem, nie chcę nic od siebie mówić, ponieważ ja mogę mieć inne spostrzeżenia, a nie chciałbym, żeby pewne rzeczy zostały źle odebrane. My jesteśmy tylko pewnego rodzaju wykonawcami. Wydaje mi się, że współpraca między Marcinem i Łukaszem nie wygląda tak, jak powinna. Czasami gdzieś kogoś nie ma, ale gramy systemem z dwoma napastnikami. Obaj chcą strzelać bramki i czasami może właśnie brakować kogoś w środku, przez co nie ma jakiegoś finezyjnego rozgrywania piłki, tylko zwykłe granie na napastników.

Wygląda na to, że łatwiej gra się wam z mocniejszymi rywalami, którzy jednak atakują niż z potencjalnie słabszymi drużynami, które skupiają się głównie na murowaniu bramki.

- Zawsze fajniej gra się w spotkaniach, które są otwarte, a obie drużyny dążą do strzelania goli. Takie mecze jak ten z Piastem, gdzie drużyna przyjeżdża cofnięta i liczy niemal wyłącznie na kontry, są ciężkie. Atak pozycyjny nie jest zbyt silną stroną zespołów grających w polskiej ekstraklasie i dlatego lepiej gra się w takich pojedynkach jak ten ze Śląskiem.

Rozmawiał Maciej Żmudzki