Pogoń: były dwie kadrowe wątpliwości. Po meczu z Lechem ich nie ma [OPINIA]

Powrót Marcina Robaka do szczecińskiego zespołu zbiegł się z tym, że drużyna przestała w lidze wygrywać. Ale to tylko przypadek.
W dwóch pierwszych kolejkach tego sezonu ekstraklasy Pogoń Szczecin musiała sobie radzić bez Robaka (pauzował, bo nie była wyjaśniona sprawa jego transferu do Chin) i radziła sobie dobrze - wygrała w Bielsku 3:2, później pokonała Śląsk Wrocław 4:1. W obu meczach świetne recenzje zbierał Adam Frączczak, w obu bramki strzelał Łukasz Zwoliński.

Pierwszy zawodnik znów został przesunięty do przodku (na skrzydło) z prawej obrony, a Zwolińskiego klub ściągnął latem z Łęcznej, choć miał tam być wypożyczony na rok. Zdecydowano się na taki krok, bo z Pogonią pożegnać się miał Robak.

Od trzeciej kolejki Pogoń tylko remisuje. Tylko, bo w Kielcach i Poznaniu oraz u siebie z Piastem Gliwice - powinna wygrywać. Była zespołem lepszym, stworzyła więcej okazji bramkowych, ale zawodziła skuteczność. Także samego Marcina Robaka. Gdyby napastnik miał więcej farta - dziś miałby 4-5 bramek na koncie, a ma jedną. Przełamał się w Poznaniu.

Pech chciał, że w Kielcach Radosław Janukiewicz przepuścił strzał z 50 metrów, a w Poznaniu wyrównujący gol padł po rykoszecie. Pozostał niedosyt i strata 4-6 punktów. Pogoń mogła być liderem.

Robak wrócił, zaczęto mu już liczyć minuty bez strzelonej bramki, a Pogoni mecze bez zwycięstwa. Kto powątpiewa w słuszność zatrudnienia tego piłkarza przez klub, jest jednak w dużym błędzie.

Mecz w Poznaniu pokazał, jak dużo Robak daje drużynie, jak dużym cieszy się zaufaniem. Nie chodzi tylko o bramkę, ale skuteczność dryblingów, przetrzymania piłki czy podań do partnerów przy wyprowadzaniu kontr. Na jego powrocie ewidentnie stracił Zwoliński. Młody wychowanek Pogoni gasł w poprzednich meczach, a w Poznaniu wyglądał na śpiącego (zaspał tego dnia na przedmeczowy rozruch, ale miał kilka godzin na pobudzenia organizmu, głowy; nie pomogły nawet energetyczna odżywka wypita tuż przed grą). Jego wejście nic nie wniosło. Szkoda, bo pytanie - na kogo Wdowczyk powinien postawić i czy nadal próbować dwójką z przodu - byłoby wciąż otwarte. A tak jest zamknięte. Zwoliński tak grać nie może jak z Lechem. Musi mocniej korzystać z warunków fizycznych i nie dać się za każdym razem przepychać. Jeśli nie da takiej jakości - na stałe wyląduje w rezerwie. Póki co spotkanie z Lechem udowodniło, że to Robak jest numerem jeden, a Pogoń lepiej wygląda z ustawieniem z jednym, wysuniętym napastnikiem.

I to, co potwierdził mecz w Poznaniu - Frączczak tylko w awaryjnych sytuacjach mógłby wspomagać blok defensywny. Ma jednak takie atuty, że pożyteczniejszy jest z przodu. Im więcej będzie miał swobody - tym większy pożytek dla drużyny.