Zachodniopomorskie akcenty w piłkarskiej elicie

Dumą Pomorza jest Pogoń Szczecin, ale sporo akcentów związanych z tym regionem można znaleźć również w innych ekstraklasowych drużynach
Piłkarzy mniej lub bardziej związanych z Pomorzem Zachodnim na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej nie brakuje. Zarówno w drużynach ze ścisłej czołówki, jak i z dołu tabeli.

Ostatnio najgłośniej w Szczecinie było o Piotrze Celebanie. Wychowanek portowego klubu wiosną rozstał się z rumuńskim FC Vaslui i szukał nowego pracodawcy. Gościnnie trenował z Pogonią, ale ostatecznie wybrał Śląsk, a w jednym z wywiadów stwierdził, że we Wrocławiu są najlepsi fani w kraju. To wystarczyło, by w Szczecinie podczas meczu ze Śląskiem przywitały go gwizdy i niewybredne wulgaryzmy.

Nie najlepsze relacje ze szczecińskimi kibicami ma również inny były piłkarz Pogoni - Piotr Petasz. Słynący z atomowego uderzenia zawodnik grał przy Twardowskiego przez cztery sezony i strzelił kilka bardzo ważnych bramek. Fani mieli jednak pretensje o jego rozrywkowy tryb życia. A gdy Petasz przestał "dziurawić" siatkę strzałami z dystansu, bez żalu go pożegnano. Teraz odbudowuje formę w Zawiszy Bydgoszcz. Miał w zeszłym sezonie duży udział w zdobyciu przez tę drużynę Pucharu Polski. Teraz jednak przegrywa rywalizację o miejsce w podstawowej jedenastce.

Niektórzy błyszczeli, inni zawodzili

Ważnym ogniwem w Lechu Poznań jest Łukasz Trałka (obecnie leczy kontuzję). Pogoń była dla niego pierwszym poważnym klubem (za czasów Antoniego Ptaka, 2003-07). Najlepiej spisywał się jednak później, już jako gracz Polonii Warszawa, gdy był powoływany do kadry przez Leo Beenhakkera. Holenderski szkoleniowiec nadał nawet defensywnemu pomocnikowi znaczący przydomek - "Pirania".

Większą karierę niż Trałka zrobił jego kolega z ówczesnej drugiej linii Pogoni - Przemysław Kaźmierczak. Ze Szczecina wyjechał do Portugalii, grał również w Anglii. Po powrocie do Polski został piłkarzem Śląska Wrocław i wyspecjalizował się w strzelaniu pięknych bramek... Pogoni. Latem przeniósł się do Górnika Łęczna.

Pierwszym bramkarzem Cracovii jest Krzysztof Pilarz. W Pogoni grał on dość krótko (półtora roku), ale zdążył swoimi interwencjami zapracować na uznanie miejscowych kibiców.

Ta sztuka nie udała się za to Grzegorzowi Boninowi. On do Szczecina trafił już jako ukształtowany skrzydłowy, ale w granatowo-bordowych barwach zupełnie zawodził. Po półrocznym pobycie odszedł, trafił później do Łęcznej i spisuje się tam zdecydowanie lepiej. W sobotę boleśnie przekonali się o tym portowcy. Bonin był głównym motorem napędowym akcji Górnika (bramka i asysta), który pokonał drużynę Dariusza Wdowczyka 4:2.

Pobytu w Szczecinie do udanych nie zaliczy również Dzikamai Andre Gwaze. Choć kibice świetnie pamiętają jego piękną bramkę z meczu przeciwko Kolejarzowi Stróże. Teraz reprezentant Zimbabwe pełni rolę jokera w Górniku Zabrze.

Talenty sprzątnięte Pogoni sprzed nosa

Obecnie szczeciński klub dokładnie penetruje zachodniopomorski rynek, ściągając najbardziej utalentowanych nastolatków do drużyn juniorskich i trzecioligowych rezerw. Kilka lat temu było jednak zupełnie inaczej. System szkolenia młodzieży nie był tak rozwinięty, a i odbudowującą się w niższych ligach Pogoń nie była dla największych talentów wymarzoną przystanią. W efekcie wybierali oni drużyny z ówczesnej ekstraklasy. Kilku brązowych medalistów mistrzostw Polski juniorów młodszych z Salosu Szczecin, zamiast do największego klubu w województwie, trafiło do Ruchu Chorzów. Z tego grona największą karierę robi Filip Starzyński. Wychowanek Wichru Przelewice jest jednym z liderów niebieskich, z którymi dzielnie walczył w europejskich pucharach.

Do chorzowskiego zespołu trafił latem inny wychowanek Salosu - Michał Rzuchowski. Drogę pokonał zdecydowanie dłuższą, bo po wyjeździe ze Szczecina grał w młodzieżowych drużynach Legii Warszawa, a później dostał szansę w pierwszoligowej Arce Gdynia. Teraz 21-latek czeka na debiut w ekstraklasie.

Zdecydowanie bardziej okazały dorobek ma na koncie ma o rok starszy Rafał Janicki (85 występów w elicie). Wychowanek Chemika Police już jako szesnastolatek grał w podstawowej jedenastce trzecioligowego zespołu seniorów (m.in. przeciwko Pogoni). Jego talent szybko dostrzeżono w Gdańsku. Dziś jest kapitanem Lechii, którą wielu ekspertów typuje jako kandydata do podium.

Wypromowali się we Flocie

Świnoujski klub od sześciu lat z powodzeniem gra na pierwszoligowych boiskach. Dzięki udanym występom w jego barwach do silniejszych finansowo drużyn wypromowało się w tym czasie kilkunastu graczy. Wielu z nich nie sprawdziło się jednak w zespołach z większymi ambicjami. Obecnie w kadrach drużyn z ekstraklasy jest dziewięciu byłych zawodników Floty. Dwóch z nich zaczęło sezon w podstawowym składzie.

Latem do Jagiellonii Białystok trafił Radosław Jasiński. Trener Michał Probierz już pół roku wcześniej chciał ściągnąć lewego obrońcę do Lechii, ale ostatecznie do transferu nie doszło. Teraz obaj panowie spotkali się na Podlasiu. Jasiński zdążył już zaliczyć piękną asystę i sieje popłoch w szeregach rywali dalekimi wyrzutami z autu.

Pewne miejsce na prawej obronie Wisły Kraków ma Łukasz Burliga, który w barwach Floty ogrywał się na wypożyczeniu wiosną 2009 roku. O solidnym, twardo grającym defensorze ostatnio było głośno ze względu na jego problemy z hazardem.

W sobotę w wieku 35 lat udanie zadebiutował w ekstraklasie bramkarz Sergiusz Prusak (Górnik Łęczna). Tylko 45 minut zaliczył jak na razie w Podbeskidziu Bielsko-Biała Bartosz Śpiączka. Wspólnie z Piotrem Tomasikiem i Wojciechem Okińczycem skazany jest raczej na występy w trzecioligowych rezerwach. Podobnie zresztą jak Tomasz Mokwa (Piast Gliwice), który w swojej karierze nie powąchał jeszcze ekstraklasowej murawy. Grzegorz Kasprzik jest rezerwowym bramkarzem w Górniku Zabrze, a Radosław Pruchnik jak na razie zaliczył w Łęcznej tylko krótki epizod.

Szkoła życia w Stargardzie i kibic Pogoni z Koszalina

W klubie z Pomorza Zachodniego występował także Krzysztof Kotorowski (Lech Poznań), ale on akurat chciałby wymazać z pamięci ten epizod. Przez pół roku (jesień 2003) bronił bramki grających na zapleczu ekstraklasy Błękitnych Stargard. Jednym z jego kolegów z zespołu był Jakub Wawrzyniak (obecnie rosyjski Amkar Perm). Stargardzki klub miał wówczas olbrzymie kłopoty finansowe i po pół roku wycofał się z rozgrywek. Z tamtego okresu pozostały opowieści o głodujących piłkarzach wyrzucanych z mieszkań i klubowych grzybobraniach. Warto zaznaczyć, że Błękitni wrócili przed rokiem na szczebel centralny (II liga). Tym razem drużyna została zbudowana na zdrowych zasadach finansowych i promuje zawodników z regionu.

Z Koszalina pochodzi Sebastian Mila, który nie kryje, że zawsze kibicował Pogoni. Pomorze Zachodnie opuścił jednak bardzo szybko, bo już jako 17-latek. Słynący z dokładnych podań pomocnik od dawna jest filarem Śląska. Przed dwoma laty świętował we Wrocławiu mistrzostwo Polski.