Hernani z Pogoni: Meczu z Ruchem nie widziałem, bo zatrzymała mnie policja

Brazylijczyk, który w tym sezonie ma pewne miejsce na środku obrony Pogoni, w ostatnim spotkaniu nie zagrał z powodu poważnego urazu głowy. Jak się okazuje, nie był to jedyny problem, z jakim stoper Portowców zmagał się w ostatnich dniach.
Maciej Żmudzki: Jak z pańskim zdrowiem?

Hernani: Wszystko jest już w porządku. Od poniedziałku dostałem zgodę na powrót do pełnych treningów i wygląda na to, że jest już OK.

Co dokładnie się stało?

- Krótko mówiąc, Kuba Bąk spróbował na treningu przewrotki, a ona mu nie do końca wyszła. Efekt tego był taki, że ja zdołałem wybić piłkę, a chwilę później oberwałem butem Kuby w głowę. Reszty od tamtego momentu już nie pamiętam. Doznałem urazu mózgu, przeleżałem trzy dni w szpitalu, później kilka kolejnych przeznaczyłem na odpoczynek i teraz jestem już w pełni gotowy na powrót do gry.

Ale żadnego żalu do Jakuba Bąka w pana głosie na szczęście nie słychać.

- Oczywiście, że nie! Kuba to nie tylko mój kolega, ale też i sąsiad. Nasze dzieci wspólnie się bawią, więc naturalnie na żaden żal nie ma miejsca. Co więcej, to nie jest pierwsza sytuacja, kiedy Kuba zrobił komuś krzywdę. Nasze żony śmiały się, że nikt nie jest bezpieczny, bo wcześniej oberwali już Maciek Dąbrowski, Adam Frączczak i Dawid Kudła.

Czyli nad tymi przewrotkami Bąk musi jeszcze popracować.

- To przykład zawodnika, który jest szybki i stara się walczyć o każdą piłkę. Czasem ma niestety trochę za dużo gazu, nie wytrzymuje ciśnienia i któryś z nas na tym cierpi. Piłka nożna to jednak sport kontaktowy, więc takie rzeczy po prostu się zdarzają.

Oglądał pan mecz z Ruchem?

- Jeśli mam być szczery, to powiem, że meczu nie widziałem, ponieważ... zatrzymała mnie w tym czasie policja. Miałem na przedniej szybie samochodu folię, a okazało się, że w Polsce jest to zakazane. Zabrano mi dowód rejestracyjny i przez to wszystko nie zdążyłem na mecz z Ruchem. Co do samego wyniku - cieszę się, że wyrównaliśmy w końcówce, ale nie mogę być zadowolony z tego, że na własnym boisku wywalczyliśmy zaledwie jeden punkt.

Proszę opowiedzieć więcej o pana przygodzie ze szczecińską policją...

- Ta folia to coś w rodzaju przyciemnienia przedniej szyby. W Brazylii można ofoliować cały samochód, a tu okazało się to zakazane. Tego typu folie mają za zadanie zwiększyć bezpieczeństwo piłkarzy. W Polsce też zdecydowałem się na ich zakładanie, ponieważ wtedy czuję się spokojniej. Czasami ludzie widzą, że siedzę w samochodzie, starają się podejść i zajrzeć do środka. Powszechnie wiadomo, że piłkarze trochę zarabiają, więc nasze auta nigdy nie są do końca bezpieczne. W Brazylii miałem już sytuację, gdy wybijano mi szyby i kradziono niektóre rzeczy, więc teraz wolę dmuchać na zimne.

A dowód rejestracyjny już pan dostał z powrotem?

- Jeszcze nie! Na razie muszę zająć się ściągnięciem tej folii, ponieważ tylko wtedy będę mógł odzyskać swój dowód. Wiem jednak, jak długo trwają takie procedury, więc oczywiście będę cierpliwy. Mój tata jest policjantem, więc bardzo szanuję ten zawód. Dlatego też moja rozmowa z funkcjonariuszem, który mnie zatrzymał, była bardzo przyjemna i obyło się bez żadnych niemiłych sytuacji.

To jak pan teraz dojeżdża na treningi?

- Na szczęście dalej mogę prowadzić auto. Mam jeszcze tydzień, żeby ściągnąć tę folię, i wtedy policjanci oddadzą mi mój dowód rejestracyjny. Do tego czasu będę jeździł ze specjalnym kwitem, który zobowiązuje mnie do wykonania badań technicznych w przeciągu najbliższych siedmiu dni.

Co pan pamięta z waszej ostatniej wizyty w Gdańsku, kiedy wygraliście 3:2?

- Decydującą bramkę strzeliliśmy wtedy w samej końcówce. Lechia to przeciwnik, który bardzo dobrze gra na własnym boisku, ale ostatecznie zabrakło im wtedy koncentracji w ostatnich minutach. My natomiast byliśmy w gazie i notowaliśmy wówczas fajne wyniki. W najbliższy piątek znów musimy pokazać, że jesteśmy mocnym zespołem i mamy w składzie naprawdę świetnych zawodników.

Nie wygraliście w lidze od końcówki lipca. Siedzi wam to w głowach, czy staracie się o tym nie myśleć?

- To tylko statystyki. Wszyscy pamiętają, że mieliśmy kiedyś 16 meczów bez zwycięstwa, a później przyszła lepsza seria i przez kolejnych 16 spotkań to nas nikt nie mógł pokonać. To tylko liczby - jak znów zaczniemy punktować, to kibice zapomną o złej passie, którą teraz przeżywamy.

A zaczniecie punktować na poważnie już w Gdańsku?

- Myślę, że tak. Wiemy, jak wygląda w tej chwili tabela i dlatego na mecz z Lechią jedziemy po to, żeby zgarnąć pełną pulę.

Rozmawiał Maciej Żmudzki