Remis Pogoni we Wrocławiu. Za mało argumentów z przodu

Pogoń prowadziła do przerwy, ale pozwoliła gospodarzom wyrównać w pierwszym kwadransie po przerwie, co miało kluczowe znaczenie dla przebiegu spotkania.
Wąska kadra Pogoni nie pozwala na duże zmiany w składzie, a kontuzje trzech piłkarzy (Małeckiego, Robaka i Nunesa) do minimum ograniczyły pole manewru. Trener Jan Kocian na mecz ze Śląskiem dokonał jednej zmiany - zrezygnował z Jakuba Bąka, a do pierwszej jedenastki wstawił Maksymiliana Rogalskiego. Tym samym Słowak zdecydował się zagrać w środku boiska trójką defensywnych pomocników - Rogalskim, Mateuszem Matrasem i Rafałem Murawskim. Ten ostatni, kapitan drużyny, był najmocniej zaangażowany w tworzenie akcji ofensywnych. Zluzował z tego zadania Takuyę Murayamę, który był tym razem odpowiedzialny za budowanie przewag po lewej stronie.

Murawski jako pierwszy oddał strzał w tym meczu (16. minuta), ale trudno twierdzić, że to było dobre uderzenie. Do 30. minuty inicjatywa należała jednak do gospodarzy - nie tworzyli akcji bramkowych, ale pewniej się czuli na boisko, sprawiali wrażenie szybszych i konkretniejszych. Obraz gry zaczął się zmieniać wraz z 'wyłamywaniem się' Murayamy z taktyki portowców. Japończyk coraz częściej zaczął pracować w środku i właśnie po odważnym zagraniu, później klepce z Łukaszem Zwolińskim - wyszedł na sytuację sam na sam z Mariuszem Pawelcem. Mimo nacisku ze strony Piotra Celebana Taku bramkarza Śląska pokonał płaskim strzałem.

Do przerwy nic się nie zmieniło. To Pogoń grała lepiej, z wiarą w swój pomysł. Wrocławianie najgroźniejsi byli przy stałych fragmentach gry, a raz mocno strzelał Robert Pich.

- Musimy szybciej grać piłką, zmieniać pozycje na boisku i coś na pewno stworzymy - mówił w przerwie Pawełek.

- Tak łatwo trzech punktów nie oddamy - zaznaczył Adam Frączczak, skrzydłowy Pogoni. - Wiemy, że Śląsk jest mocny u siebie, jeszcze tu nie przegrał, ale my przyjechaliśmy po zwycięstwo. Momentami w naszej grze brakuje spokoju, ale postaramy się to zmienić po zmianie stron.

Nim Pogoń zaczęła coś poprawiać w swojej grze, już był remis. Śląsk zaatakował od chwili wznowienia, a po paru minutach Paweł Zieliński strzałem z 16. m wyrównał. Janukiewicz - trochę przysłonięty - był bez szans. Szybko stracona bramka sprawiła, że portowcy musieli się mocno napracować, by tego meczu nie przegrać. Wrocławianie mieli przewagę, niezłe okazje, ale byli nieskuteczni. Goście przebudzili się w 80. minucie - zaczęli atakować odważniej i świetne okazje miał Matras, Zwoliński, groźnie strzelał Bąk.

Najlepszą szansę miał jednak Mila w 90. minucie. Lider Śląska nie miał swojego dnia i w niedzielę nie rozstrzygnął spotkania strzałem z 15 metrów.