Sport.pl

Wojciech Golla mecz z Piastem zakończył "megawkurzony" i z trzema szwami

Chciałbym to spotkanie rozegrać raz jeszcze. Byliśmy lepszą drużyną, ale teraz pozostaje tylko złość - mówił stoper Pogoni Szczecin tuż po wyjazdowej porażce z Piastem Gliwice (0:1)
- Sami sobie strzeliliśmy bramkę - powtarzali po ostatnim gwizdku wszyscy piłkarze i członkowie sztabu Portowców. Decydującego gola stracili po błędach całej defensywy zakończonych fatalnym wybiciem Sebastiana Rudola i celnym strzałem Kamila Wilczka z Piasta.

- Jesteśmy megawkurzeni, bo kontrolowaliśmy ten mecz, a Piast nie miał wielu okazji do zdobycia gola - komentował Golla na łamach oficjalnego serwisu Pogoni Szczecin. - Jest nam przykro, że nie przywieziemy punktów z Gliwic. Zwłaszcza że według mnie byliśmy lepszą drużyną.

Szczecinianie oddali w tym meczu aż 19 strzałów, jednak tylko 5 z nich zmierzało w światło bramki Jakuba Szmatuły. Po straconym golu rzucili się do odrabiania strat, ale mieli problemy ze stworzeniem dogodnych sytuacji.

- Goniliśmy już za bardzo na wariata. Chcieliśmy jak najszybciej wyrównać, a potem wygrać ten mecz - analizował Golla.

Poniedziałkowe spotkanie było pechowe dla stoperów Pogoni. Hernani już w 8. minucie, w starciu z Bartoszem Szeligą (faulował go i obejrzał żółtą kartkę) doznał urazu i musiał opuścić boisko. Golla w drugiej połowie ucierpiał w powietrznym pojedynku z najlepszym snajperem rywali. Wilczek mocno uderzył go w twarz maską chroniącą złamany w przeszłości nos.

- Mam założone trzy szwy. Zagoi się - bagatelizował obrońca Pogoni po meczu.

Czasu na spokojne leczenie będzie dużo, bo wraz z ostatnim gwizdkiem Portowcy rozpoczęli urlopy. Następny ligowy mecz dopiero za dwa miesiące. Szczecinianie zagrają u siebie z Lechem Poznań.