Dominik Nowak o Karolu Danielaku, nowym piłkarzu Pogoni: Powinien poradzić sobie w debiucie

Rozmowa z byłym trenerem pierwszoligowej Floty Świnoujście, a obecnie menedżerem Chrobrego. Właśnie z Głogowa szczeciński klub sprowadził zimą lewoskrzydłowego.
Jakub Lisowski: Wszystko wskazuje na to, że trener Jan Kocian wystawi Karola Danielaka w pierwszym składzie na mecz z Lechem Poznań. Poradzi sobie, dźwignie temat?

Dominik Nowak: W sparingach grał dużo, więc faktycznie wszystko wskazuje na to, że Karol zagra od pierwszej minuty. Uważam, że umiejętności czysto piłkarskie ma duże, fizycznie też sobie poradzi, więc powinien sobie poradzić w debiucie. Muszę przyznać, że w Chrobrym był rok i jako nowego zawodnika obserwowałem go uważniej. Dobrze się prowadził, nie było nigdy żadnych pozaboiskowych problemów. To ambitny chłopak - często go widziałem, jak zostawał dłużej po treningach, a zajęcia rozpoczynał jako jeden z pierwszych. Jednym słowem o nim mogę mówić w samych superlatywach. Na pewno był wiodącą postacią na lewym skrzydle w całej I lidze. Awans do ekstraklasy jest więc bardzo naturalny. Debiut w niej jest przede wszystkim związany ze strefą mentalną, a tu nigdy do końca nic nie wiadomo. Pamiętam jednak, że w Chrobrym obyło się bez kłopotów i w debiucie wypadł dobrze. Szybko wprowadził się do zespołu, był odpowiedzialny za wyniki i kolegów, realizował założenia taktyczne. Gdyby było inaczej - nie zwróciłby na siebie uwagi klubów z ekstraklasy.

Zimą nie miał w Pogoni konkurenta do gry w pierwszym składzie, bo kontuzję leczy Patryk Małecki.

- Tak i taki brak rywalizacji zawsze ułatwia wprowadzenie w nowe otoczenie. Wiadomo, że Patryk to silny charakter, walczyłby do końca o miejsce w składzie i Karol miałby dużo trudniej. Rywalizacja często utrudnia adaptację, po nowym oczekuje się czegoś więcej, ale później łatwiej wejść w warunki ligowe. Z drugiej strony - brak rywalizacji często może uśpić piłkarza, bo skoro nikt nie naciska, to nie trzeba zawsze się wysilać. Karol błędu nie popełni, wie, że jak Patryk wróci do zdrowia, to będzie chciał odzyskać miejsce w składzie, więc teraz musi budować swoją pozycję.

Jak Pan ocenia Pogoń? Zapewni sobie miejsce w grupie mistrzowskiej?

- Na pewno ma spore szanse. Pogoń pod względem potencjału sportowego, ale i klubowych warunków powinna być stale w pierwszej ósemce. Porównują ją z wieloma zespołami i różnice są na korzyść Pogoni, ale trzeba to potwierdzić na boisku. Ja uważam, że od szczecińskiego zespołu ósemki trzeba po prostu wymagać.

Pana typ na sobotni mecz z Lechem?

- (śmiech) Nikomu źle nie życzę. Widzę w Pogoni faworyta, ale nie takiego mocnego. Za nią przemawia przede wszystkim atut boiska. To ważny argument, gdy przychodzi rozegrać pierwszy mecz po zimowej przerwie, a ten zawsze jest niewiadomą. Wyniki sparingów mogą coś sugerować, ale sparingi a mecze o punkty to coś zupełnie innego. Mnie i każdemu szkoleniowcowi zależy na dobrym starcie, bo to później ułatwia pracę. A więc trzeba się spodziewać w sobotę dużej mobilizacji obu ekip, może i pewnej ostrożności w grze.

Rozmawiał Jakub Lisowski