Fatalny błąd i dwa punkty stracone w końcówce. Pogoń z Lechem znów na remis.

PIŁKARSKA EKSTRAKLASA. Pojedynek przy Twardowskiego nie stał na wysokim poziomie sportowym, a przez większą część spotkania wiało nudą. Pogoń pozwoliła sobie wbić bramkę w doliczonym czasie gry i mecz zakończył się podziałem punktów.
O tym, że konfrontacje Pogoni z Lechem zawsze mają specjalny wydźwięk, wiadomo od dawna. Są to spotkania, w których pod żadnym pozorem nie można odpuszczać, więc nie dziwi, że na inaugurację ligowej wiosny obaj trenerzy postanowili desygnować do gry najmocniejsze możliwe jedenastki.

W wyjściowym zestawieniu Pogoni za niespodziankę można było uznać to, że Jan Kocian zdecydował się wystawić dwóch nominalnych napastników - Marcina Robaka i Łukasza Zwolińskiego. System ten nie funkcjonował wprawdzie najlepiej jesienią, ale najwidoczniej szkoleniowiec portowców uznał, że przeciwko lechitom potrzebuje z przodu większej siły ognia.

Zaskoczenia nie było za to na bokach obrony, gdzie Słowak postawił na doświadczenie, czyli Ricardo Nunesa i Adama Frączczaka (kosztem młodszych Matyni i Rudola, którzy wylądowali na ławce rezerwowych). Rola środkowych pomocników przypadła duetowi Murawski - Rogalski, a na skrzydłach zaprezentować się mogły dwa najnowsze nabytki portowców - Vladimirs Kameszs i Karol Danielak.

Spotkanie, w którym piłkarze portowców po raz pierwszy wystąpili w nowych, nawiązujących do klubowych tradycji koszulkach w granatowo-bordowe pasy, rozpoczęło się w dla gospodarzy idealnie. Już na samym początku meczu Marcin Robak wykorzystał dobre dośrodkowanie Nunesa z rzutu wolnego i skierował piłkę do siatki bezradnego Macieja Gostomskiego. W następnych minutach gracze Lecha, którzy po tym trafieniu z całą pewnością przypomnieli sobie strzeleckie popisy Robaka sprzed roku, zaczęli grać nieco odważniej, ale z ich lekkiej optycznej przewagi nie wynikało kompletnie nic. Do przerwy oba zespoły stworzyły sobie po dwie niezłe sytuacje (strzały Robaka i Rogalskiego oraz dwie dobre interwencje Janukiewicza), ale wynik nie uległ już zmianie.

Druga połowa meczu, który z trybun oglądało około 10 tys. fanów Dumy Pomorza oraz kilkusetosobowa grupa kibiców Lecha, została poprzedzona zaręczynami - dwaj sympatycy Pogoni zdecydowali się wykorzystać specyfikę 14 lutego i publicznie oświadczyć się swoim wybrankom. W obu przypadkach oświadczyny zostały przyjęte, co jeszcze poprawiło i tak już bardzo dobrą atmosferę przy Twardowskiego.

Natychmiast po zmianie stron odważniej zaatakował Lech, najwyraźniej zmotywowany rozmową w szatni z Maciejem Skorżą. Jedna z tych akcji (po poważnym błędzie Nunesa) mogła się zakończyć golem, ale w porę świetnie interweniował Janukiewicz. W kolejnych minutach akcja toczyła się głównie w środku boiska, a sytuacji strzeleckich (nawet nie bramowych) było jak na lekarstwo. Pogoni ewidentnie pasowało prowadzenie 1:0, a Lech wyglądał tak, jakby chciał, ale nie potrafił. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się skromnym zwycięstwem portowców, w doliczonym czasie gry bramkę zdobył Lech. Maksymilian Rogalski stracił piłkę pod polem karnym gości, ci wyszli z kontrą, a Paulus Arajuuri strzelił płasko. Piłka wpadła pod interweniującym Janukiewiczem.

W następnej kolejce podopieczni Kociana rozegrają wyjazdowe spotkanie przeciwko Wiśle Kraków, która na inaugurację rundy wiosennej uległa w Gdańsku tamtejszej Lechii 0:1. Początek konfrontacji Białej Gwiazdy z Pogonią zaplanowano na piątek 20 lutego o godz. 20.30.