Pogoń podzieliła się punktami z Wisłą. Gospodarze rozdawali prezenty, ale tylko jeden był odebrany

Ile znaczy Marcin Robak na szpicy szczecińskiego zespołu, pokazało spotkanie w Krakowie. Król strzelców poprzedniego sezonu wraca do wysokiej formy.
Robak już w trzeciej minucie mógł wpisać się na listę strzelców. Kolejne przejęcie Portowców w środkowej strefie, szybkie podanie do napastnika, a ten zdecydował się na strzał z 16 metrów. Pół metra obok. Pogoń dalej szukała takich wypadów. Minęła minuta, a poszła ciekawa piłka do Vladimirsa Kamessa, ale Łotysza ubiegł w ostatniej chwili Michał Buchalik.

Goście pomysłu na mecz nie zmieniali. Robak był aktywny z przodu, a w tyłach próbowano zniechęcić do gry Semira Stilicia. Bośniak jest mózgiem Wisły i gdy jest dobrze kryty, "Biała Gwiazda" ma ciężko.

Tyle że Wisła takich groźnych zawodników ma więcej. Szczególną uwagę zawsze trzeba zwracać na Pawła Brożka, a, niestety, szczecinianie w 24. minucie przysnęli w obronie.

To była pierwsza akcja Wisły i od razu gol dla gospodarzy. Po wyrzucie z autu Łukasz Burliga (seniorskiej piłki uczył się na wypożyczeniu we Flocie Świnoujście) dynamicznie przedarł się prawym skrzydłem, wrzucił piłkę na siódmego metra, a tam akcję zamknął Brożek. Kat Pogoni - strzela regularnie w meczach z Portowcami - trafił pod poprzeczkę i mógł cieszyć się z 11. gola w sezonie.

Portowcy przez kwadrans byli w szoku i wiślacy mogli podwyższyć. W 38. minucie Brożek dostał piłkę od Stilicia, wyszedł na sam na sam, ale Janukiewicz sparował piłkę. Po rogu też było groźnie, ale jednak bez bramkowego efektu.

Zanosiło się na stratę do przerwy, a skończyło się prezentem gospodarzy. W zupełnie niegroźnej sytuacji Maciej Sadlok podawał ze środkowej linii do obrońców. Piłka dotarła do Robaka, który wypuścił do przodu Karola Danielaka. Skrzydłowy włączył trzeci bieg, wbiegł w pole karne i został podcięty przez Alana Urygę. Sędzia Paweł Gil bez zawahania pokazał na jedenastkę, którą Robak wykorzystał.

Pogoń mogła cieszyć się z remisu, ale i z samej gry. Piłkarsko prezentowała się zdecydowanie lepiej niż w meczu z Lechem, choć zmian w składzie nie było aż tak wiele. Przed meczem zastanawiano się, czy zagra Adam Frączczak, a jeśli nie, to kto wejdzie za niego na prawej obronie. Ostatecznie Frączczak zagrał od pierwszej minuty. Korekty nastąpiły na lewej obronie (Hubert Matynia za Ricardo Nunesa) i w środku. Trener Jan Kocian wrócił do gry jednym napastnikiem w składzie. Do przodu wrócił Robak, a za rozegranie zabrał się Rafał Murawski. W porównaniu ze Stiliciem wypadał średnio, ale więcej pracował w destrukcji. Do wyjściowego składu wrócił za to Mateusz Matras.

Druga połowa meczu już pod większą kontrolą Wisły. Portowcy z kontrami wychodzili sporadycznie. Gdy już to robili, było groźnie, tyle że nie kończyli akcji strzałami. Robak znów dograł do Danielaka, ale ten zblokował na plecach Burligi i obrońca go ubiegł. Jeszcze lepiej zrobił Kamess. Wbiegł w pole karne, zwodem oszukał Sadloka, ale zamiast zgrać do środka, zastygł i piłkę stracił. Po chwili Kocian zdjął Łotysza z boiska. Póki co skrzydłowy nie przekonuje.

Wisła tak groźna nie była. Najlepsze okazje miała po przypadkowych zagraniach, ale Nunes i Matynia blokowali strzały i ratowali zespół przed stratą bramki.

W samej końcówce znów Portowcy mogli zdobyć zwycięskiego gola. Hernani uderzył nad poprzeczką z 12 metrów, po chwili Nunes nie zaskoczył Buchalika z rzutu wolnego, a na koniec Murawski zagrał zbyt samolubnie i też nie został bohaterem.

Na wygraną w Krakowie Pogoń będzie musiała poczekać. Czeka też na wiosenny sukces. Może zapracuje na niego w następny poniedziałek, gdy podejmie Górnika Łęczna.