Pogoń: nie każdego powracającego kibice przywitali brawami, nie każdy "comeback" był udany

Jest szansa, że w meczu z Górnikiem Łęczna (poniedziałek) w Pogoni Szczecin znów zagra Takafumi Akahoshi.
Ostatnie pół roku spędził w FK Ufa. Rosjanie zapłacili za niego 600 tys. euro, ale nie obdarzyli go wielkim zaufaniem. Japończyk zaliczył ledwie dwa występy ligowe, trochę pograł w pucharze i rezerwach. Zimą odnowił kontakt z Pogonią, a w Ufie nie robili mu większych problemów z wypożyczeniem do końca sezonu.

Akahoshi w poprzednim sezonie strzelił 7 bramek, zaliczył 13 asyst. Był jednym z liderów Pogoni. Jego powrót został bardzo pozytywnie przyjęty wśród kibiców, a większość fanów czeka na jego występ.

W historii Pogoni były i inne - nie mniej głośne - powroty. Wybraliśmy najciekawszą piątkę (z lat po ustrojowym przełomie, by nie brać pod uwagę np. służby wojskowej w innych klubach) i nie ograniczyliśmy się tylko do samych piłkarzy.

Romuald Szukiełowicz

Wiosną 1992 r. fani Pogoni potrafili się skrzyknąć i ruszyć pochodem spod stadionu na Wały Chrobrego. W ten sposób radośnie zamanifestowali powrót do elity. Trener Leszek Jezierski zrezygnował jednak z funkcji trenera, więc działacze szukali nowego. Wybrali "Szukieła" i ten wybór został chłodno przyjęty. Romuald Szukiełowicz nie miał na koncie sukcesów, a gdy jeszcze na inaugurację sezonu posadził na ławce rezerwowych Radosława Majdana i przegrał 0:3 z Ruchem - stracił grunt pod nogami. Kolejne mecze nie przekonywały (np. 0:3 z Hutnikiem, 1:3 ze Śląskiem czy 0:3 z Lechem), kibice głośno i w niewybredny sposób domagali się jego dymisji, ale trener przetrwał remisami z GKS-em Katowice i Widzewem. A gdy Pogoń wygrała z Szombierkami i Zawiszą, Szukiełowicz mógł spokojniej pracować. Sezon 1992/93 zakończył z Pogonią na 7. miejscu. Był to sezon, gdy np. Legii odebrano tytuł mistrzowski za ustawiony mecz (6:0) z Wisłą w Krakowie.

Kolejnej jesieni Pogoń Szukiełowicza była w czołówce, ale zimą trener odszedł do Lecha Poznań, gdzie już tak dobrych wyników nie miał.

Szukiełowicz wrócił do Pogoni latem 1996 r. Portowcy byli rozbici po spadku do II ligi, po pamiętnym meczu w Bełchatowie. Klub zdołał jednak zatrzymać najlepszych zawodników, namówił Szukiełowicza, a ten w rok wywalczył awans. W ekstraklasie już portowców nie prowadził. Przed tygodniem wrócił do dużej piłki - ma zostać trenerem pierwszoligowej Floty Świnoujście.

Dariusz Adamczuk

Modelowy przykład dla obecnych juniorów Pogoni. Adamczuk to wychowanek klubu, złoty medalista MP młodzieżowców, który później awansował do pierwszego zespołu. W ekstraklasie debiutował, mając niespełna 18 lat. Srebrny medalista olimpijski z Barcelony, później kadrowicz z pierwszej reprezentacji (m.in. przepiękny lob w meczu z Anglikami w 1993 r.). Zaraz po igrzyskach rozegrał jeszcze 13 spotkań dla Pogoni, ale było jasne, że odejdzie. Za duże pieniądze trafił do Eintrachtu Frankfurt, później było szkockie Dundee FC, włoskie Udinese i portugalskie Belenenses. Kariera ostro wyhamowała, więc powrót do Pogoni jesienią 1995 r. miał nadać jej nowy rytm. Oczekiwania były ogromne, ale Adamczuk nie znalazł kontaktu z trenerem Januszem Pekowskim i po ledwie 6 występach odszedł. Wyjechał do Szkocji i tam zakończył profesjonalną karierę. Później jeszcze grał w Pogoni Nowej Szczecin, a teraz w Mewie Resko. Jest też trenerem w Akademii Piłkarskiej Pogoni.

Robert Dymkowski i Olgierd Moskalewicz

Łączymy ich, bo w latach 90. był to duet napastników Pogoni. Dymkowski (rocznik 1970) do Szczecina przyjechał z Gwardii Koszalin w 1990 r. i szybko zaczął trafiać. Miał udział w awansie, później strzelał w ekstraklasie. Po spadku Pogoni wyjechał na rok do PAOK-u Saloniki (16 występów, 2 gole). Wrócił do szczecińskiego klubu i znów był jednym z liderów. W 2001 r. sięgnął po wicemistrzostwo Polski. W sumie dla Pogoni rozegrał 253 spotkania w elicie, zdobył 72 bramki. "Robert Dymkowski - najlepszy napastnik Polski" - często śpiewali kibice przed wyjazdem i po powrocie. Kilka lat temu był jeszcze dyrektorem sportowym Pogoni, radnym Szczecina.

Moskalewicz (rocznik 1974) w Pogoni od 1991 do 1998. Wtedy Pogoń miała coraz gorszą sytuację finansową i transfer napastnika do Wisły Kraków pozwolił przeżyć. A Moskalewicz z Białą Gwiazdą szybko sięgnął po mistrzostwo. "Olo" do Pogoni wracał dwukrotnie i za każdym razem był dobrze przywitany. Latem 2003 r., by walczyć w ekipie Antoniego Ptaka i Bogusława Baniaka o awans (udało się), by po jesieni 2004 r. pokłócić się ze sternikami i odejść. Drugi powrót nastąpił przed sezonem 2009/10 (w I lidze), też trwał półtora roku i też zakończył się po nieporozumieniach z władzami.

Radosław Majdan i Bartosz Ława

Majdan w Pogoni od dziecka do 2001 r. Po wicemistrzostwie Polski wyjechał do Turcji, tam grał dobrze i selekcjoner Jerzy Engel zabrał szczecinianina na MŚ w Korei i Japonii. Majdan zagrał z Amerykanami, a Polacy wygrali. Bramkarz wrócił do Polski w 2004 r. i związał się z Wisłą. Dwa razy zdobył mistrzostwo. W jednym ze spotkań pucharowych Wisła pokonała Pogoń, a w meczu sędzia nie podyktował karnego dla portowców po faulu Majdana. Sytuacja była kontrowersyjna, faul raczej był, ale Majdan twierdził co innego. Tym podpadł kibicom Pogoni na długo. Jak wrócił do Szczecina przed sezonem 2006/07, został chłodno przyjęty. Pograł rok w "brazylijskiej" Pogoni i wyjechał do Polonii. W Warszawie zadomowił się na stałe.

Ława w Pogoni też był od juniora, tu startował do seniorskiej kariery. Debiutował jesienią 1998 r. i grał do końca 2002 r. Wtedy zrezygnowali z niego działacze. Trafił do Amiki Wronki, Widzewa, ale najdłużej reprezentował Arkę Gdynia. Z nią grał w I lidze, awansował do elity, spadał i wracał. Był tam kapitanem. Latem 2010 r. umowę zaproponowała mu Pogoń i Ława wrócił. I podobnie jak Majdan - natrafił na chłód. Arka w Szczecinie lubiana nigdy nie była. Ława z Pogonią wrócił do ekstraklasy, grał w niej 2 sezony i miał tu kończyć karierę. Trener Wdowczyk i zarząd klubu zrezygnowali jednak z niego ostatniego lata i tak Ława wrócił do Arki.

Edi

Jedyny z Brazylijczyków, których hurtem do Polski sprowadzał Antoni Ptak, który zrobił karierę w ekstraklasie. Gdy dał się namówić Ptakowi na Pogoń (wiosna 2004), miał już 30 lat. Portowcem był 2,5 roku - zagrał 70 spotkań w elicie, zdobył 22 bramki. Było o trzy klasy lepszy od pozostałych zawodników. Po spadku Pogoni i jej rozwiązaniu trafił na 4 sezony do Korony Kielce. Tam też grał dużo i bardzo dobrze. Nieoczekiwanie latem 2011 r. dał się namówić na powrót do Szczecina. Wiedział, że nigdzie tak dobrze nie brzmiało "Edi, Edi" - jak właśnie na Stadionie Floriana Krygiera. Z Pogonią awansował do elity, pomagał jej wśród najlepszych, ale widząc, że Wdowczyk na niego coraz mniej stawia, niespodziewanie jesienią 2013 r. zakończył karierę. W Pogoni pozostał jako skaut, trener juniorów, asystent Wdowczyka, krócej Kociana. Dał się namówić Adamczukowi na wznowienie kariery w Mewie Resko.