Sport.pl

Łukasz Zwoliński z Pogoni: Trener przewidział, jak padną bramki

Na efekt nowej miotły zapracował cały zespół - podkreślał bohater meczu Pogoni z Jagiellonią
Portowcy wygrali 2:0. Obie bramki strzelił Zwoliński. Napastnik w pełni wykorzystał okazję występu w pierwszym składzie, bo gdyby zdrowy był Marcin Robak, to pewnie zacząłby spotkanie na ławce rezerwowych.

- Nadal uważam, że dla nas obu można znaleźć miejsce na boisku. Gramy podobnie, mamy podobne warunki fizyczne, ale można nas tak poustawiać, by zespół na tym korzystał. Cieszę się, że udało się go godnie zastąpić - mówił Łukasz Zwoliński. - Maska? Pewien dyskomfort jest, ale jakbym wyglądał, gdybym nie trafił. Przecież dobrze wiedziałem, że Kamil Wilczek z Piasta i Mateusz Piątkowski z Jagiellonii zdobywali bramki, gdy mieli maski na głowie. Jedno wiem - bez niej bym nie grał przez kilka tygodni.

Na bramki Zwolińskiego zapracowały trzy osoby: sam zawodnik, Adam Frączczak (udział w dwóch bramkowych akcjach) i nowy trener Czesław Michniewicz.

- Po pierwszym treningu trenera Michniewicza z nami zapytałem się, czy mogę dłużej zostać i potrenować strzały. Trener został ze mną. Opowiadał historię Piotra Grzelczaka, któremu kazał strzelać z każdej pozycji. Razem ćwiczyliśmy strzały, wrzutki i zejścia na krótki słupek. Trener chyba przewidział, jak padną dziś bramki - stwierdził 22-letni napastnik Pogoni.

Dzięki wygranej Pogoń zachowała szanse na awans do grupy mistrzowskiej, ale przed nią kolejny mecz o "być albo nie być". W następną sobotę z Cracovią.

- Jestem spokojny o nas. Musimy być konsekwentni, musimy koncentrować się na rywalu, a nie na sytuacji w tabeli. Już wystarczająco straciliśmy punktów. To za nami, odcinamy to grubą kreską. Na efekt nowej miotły zapracował cały zespół, a nie tylko moje bramki - podkreślił Zwoliński.