Sport.pl

Pogoń: problemy Marcina Robaka niczym serial 'Niewolnica Isaura'

Pod adresem sztabu medycznego Pogoni Szczecin padło podejrzenie, że za szybko pozwolił napastnikowi na powrót do gry i przypłacił go kolejną kontuzją.
Masażystów i lekarzy co prawda obciążają tylko anonimowi internauci, ale nie ułatwia to pracy, nie pomaga w budowaniu zaufania.

- Kłopoty Marcina ze zdrowiem ciągną się jak serial "Niewolnica Isaura". Ciągle to samo - z humorem odpiera zarzuty trener Czesław Michniewicz. - Marcin odniósł kontuzję w meczu z Zawiszą. Wrócił na mecz z Górnikiem w Szczecinie, bo chciał pomóc drużynie. On nie lubi grać z twardym opatrunkiem, bo nie czuje się z tym komfortowo. Po meczu nie zgłosił problemu, za to na treningu nie zabezpieczył nogi i ból wrócił. Gdyby było więcej czasu, gdyby nasze wyniki byłyby lepsze, to pewnie spokojniej by wrócił do zespołu. Ale ambicje w nim grały - chciał nam pomóc przerwać słabszy okres, chciał jeszcze powalczyć o koronę króla strzelców, a w dodatku - i to jest najważniejsze - lekarze nie widzieli przeciwwskazań, by znów zagrał. Wszedł w drugiej połowie w Zabrzu i pech chciał, że zamiast w piłkę kopnął w nogę przeciwnika, i to zaleczoną dopiero co nogą. Czeka go kilka tygodni leczenia i rehabilitacji.

Poważniejszy uraz odniósł w Zabrzu Hubert Matynia. Zerwał więzadła w kolanie. Pierwsze diagnozy mówiły o półrocznej przerwie, teraz Michniewicz obawia się, że leczenie będzie znacznie dłużej trwało.

- Boję się, że minimum rok nie zobaczymy go na boisku. Hubert zerwał więzadła poboczne i krzyżowe, a leczenie takich kontuzji jest czasochłonne i bardzo skomplikowane. Na początku trzeba wyleczyć poboczne, a później zająć się krzyżowym. Musimy wspierać Huberta, bo to trudny dla niego okres - dodał szkoleniowiec Pogoni Szczecin.