Sport.pl

Pogoń kończy sezon. I chyba wszyscy się z tego cieszą [OPINIA]

Niedzielnym meczem ze Śląskiem we Wrocławiu piłkarze Pogoni Szczecin zakończą sezon 2014/15. Po chwili euforii - teraz wszyscy się z tego cieszą, bo portowcy kończą te rozgrywki w cieniu podejrzeń i uszczypliwości. I sami na to ?zapracowali?
Wiosna 2015 jest kolejną, która dostarcza kibicom tak wielu zmartwień, bólu i nerwów. Taka sytuacja trwa od wiosny 2011 r., gdy trener Artur Płatek dźwignął zespół z dolnych rejonów tabeli i zapewnił bezpieczne utrzymanie. Następne przynosiły sporo rozczarowań, choć były i sukcesy: wiosna 2012 - Pogoń zawodzi, przegrywa mecz za meczem, klub zwalnia trenera Marcina Sasala. Ale na koniec drużynie udaje się szczęśliwie awansować do ekstraklasy pod wodzą Ryszarda Tarasiewicza. Wiosna 2013 - pierwsza w ekstraklasie. Zimą trener Artur Skowronek popełnia błędy w przygotowaniu kondycyjnym (tak tłumaczą to zawodnicy i działacze) i portowcy nie prezentują się już tak dobrze jak jesienią. Przegrywają, sił mają na 60 minut. Skowronek zostaje zwolniony, a przychodzi Dariusz Wdowczyk. I jest utrzymanie się w ekstraklasie. Kolejna wiosna - po świetnej jesieni był duży apetyt, ale Pogoń Wdowczyka już nikogo nie zaskakuje, gra przewidywalnie, bez energii i choć awansowała do grupy mistrzowskiej, to w niej nie wygrała żadnego meczu. Kończy się 7. miejscem. I ta wiosna - dobrze pamiętamy, co się działo. Musiała nastąpić kolejna zmiana trenera, by odżyły nadzieje, by pojawił się sukces w postaci miejsca w pierwszej ósemce. Ale w tej elicie Pogoń zawodzi - gdzieś uciekło powietrze, które portowcy złapali, gdy rozpoczynali współpracę z Czesławem Michniewiczem.

Co się dzieje z Pogonią wiosnami? Jakie błędy są popełniane podczas zimowych przygotowań? W klubie muszą poszukać sensownej odpowiedzi, jeśli następny sezon ma być dużo bardziej udany. Bo ten pewnie zakończy się brakiem zwycięstwa w grupie mistrzowskiej. Jeszcze przed meczem z Jagiellonią Białystok łudziłem się, że zespół pokaże, że chce, że potrafi, że złapie szczęście i ogra silniejszego przeciwnika. Niestety, Jaga na niewiele pogoni pozwoliła. Była zespołem o dwie klasy lepszym, ale to nie tłumaczy bylejakości w grze, braku charakteru. 10 dni wcześniej zespół potrafił pięknie walczyć z równie silną Legią i raptem nie mógł?

"Dobrze, że ten sezon już się kończy" - takie zdanie słyszałem wiele razy po środowym spotkaniu. I to była złość łagodna, bo przecież na trybunach dało się słyszeć, że Pogoń mecz w Poznaniu celowo odpuściła (trenerowi Michniewiczowi bliżej do Lecha niż Legii, podobnie jak np. kapitanowi zespołu Rafałowi Murawskiemu), a i Jagiellonii nie przeszkadzała, by "zrewanżować" się za kwietniową porażkę białostoczczan w Szczecinie, gdy nowy opiekun szczecinian zaczynał pracę w klubie. Takie podejrzenia zawsze nabierają mocy, gdy piłkarze nie pokazują odpowiedniej determinacji w każdym meczu.

I dobrze, że ten sezon dobiega końca. Piłkarze podpadli, stracili na zaufaniu. To samo dotyczy też trenera Michniewicza. Szkoleniowiec powinien budować nową Pogoń, bo zasłużył na to awansem do grupy mistrzowskiej. To był nadrzędny cel drużyny i udało się go zrealizować. Jeśli jednak jesienią Michniewicz będzie miał serię siedmiu spotkań bez zwycięstwa (6 porażek i remis), to będzie kandydatem do zwolnienia.

Pogoń potrzebuje zmian i te są zapowiadane. Jak duże będą - przekonamy się w najbliższych tygodniach. Zwycięzcami wiosny 2015 na pewno byli Dawid Kudła, Ricardo Nunes, Mateusz Matras, Łukasz Zwoliński, a momentami Adam Frączczak i Dominik Kun. Pozostali rozczarowali lub "grali w kratkę". Nie wszyscy odejdą, bo klubu nie stać na wielką przebudowę, ale wzmocnienia są konieczne, jak chcemy Pogoni walczącej o coś jesienią i wiosną.