Marcin Robak: kat Lecha w sobotę po raz pierwszy po drugiej stronie barykady

To właśnie doświadczony napastnik, a nie Rafał Murawski czy Czesław Michniewicz jest w tej chwili kimś, kto najbardziej łączy drużyny Pogoni Szczecin i Lecha Poznań.
Urodzony 29 listopada 1982 roku zawodnik występował w Pogoni przez niespełna dwa sezony, ale wystarczyło, aby stać się jedną z najważniejszych postaci w najnowszej historii odbudowanej "Dumy Pomorza". Chwałę mu przyniósł przede wszystkim pierwszy sezon, kiedy sięgnął po koronę króla strzelców elity. Był trzecim zawodnikiem Pogoni w historii, który to osiągnął. Wcześniej koronę zdobywali Marek Leśniak i Marian Kielec. Robak zdobył 22 gole.

To wcale nie był największy wyczyn napastnika w tamtym sezonie. 14 lutego 2014 roku dokonał rzeczy niemalże nadludzkiej i w zasadzie w pojedynkę rozbił przy Twardowskiego Lecha Poznań. Pogoń wygrała 5:1, a snajper strzelił wszystkie gole, co jest jak dotychczas dopiero trzecim takim osiągnięciem w ekstraklasie w XXI wieku. Upokorzenie Lecha sprawiło, że Robak już na zawsze zapisał się w historii szczecińskiego klubu i pamięci kibiców, a jego wyczyn miał także znaczenie marketingowe.

Robak mógłby zostać człowiekiem instytucją w Pogoni i tu zakończyć karierę, ale nie należy do futbolowych romantyków będących przywiązanych do jednych barw. Zawodnik nigdy nie zagrzał w jednym klubie miejsca dłużej niż przez dwa lata i nigdzie w zasadzie nie zawiódł. Nie licząc macierzystej Miedzi Legnica, najpierw dwa lata w Koronie i 19 goli, a potem dwa sezony w Widzewie i aż 45 trafień. Zaowocowało to transferem do Turcji (Konyaspor). Przez 1,5 roku strzelił 13 bramek. Klub jednak spadł, więc Robak przeniósł się do Mersin Idman Yurdu. Tam po raz pierwszy mu nie wyszło i wrócił do Polski. Trafił do Piasta Gliwice, gdzie szybko się odbudował i potem zapracował na transfer do Pogoni Szczecin. W sumie - Robak jest typowym przykładem piłkarskiego najemnika, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie ma zbyt dużego sentymentu do klubów, ale chce hurtowo strzelać gole.

W związku z tym nie trudno się dziwić, że kat Lecha - jak nazywany był Marcin Robak, z racji na to, że regularnie upokarzał "Kolejorza" - z oprawcy stał się sprzymierzeńcem. Latem skorzystał z oferty poznańskiego klubu. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" stwierdził jednak, że jego pięć goli strzelonych Lechowi tylko zaprocentuje w jego relacjach z kibicami mistrza Polski:

- Wtedy było to coś miłego, bo kibice zapamiętali moje nazwisko. Po meczu pojawiło się bardzo wiele zabawnych obrazków i cytatów. Mimo że byłem katem Lecha, to korzyścią dla mnie było to, że kibicom "Kolejorza" moje nazwisko utknęło w głowach na dłuższy czas, a teraz będę pracował tylko na ich zadowolenie.

A co z kibicami Pogoni? Ci w większości zrozumieli ruch Robaka. Gdyby na taki ruch zdecydowałby się na przykład Łukasz Zwoliński, wtedy atmosfera wokół transferu na pewno byłaby bardziej napięta, a tak fanom Pogoni - choć z wielkim bólem serca - przyszło zaakceptować decyzję 32-latka. Najtrudniej pewnie miał jeden z sympatyków, który wytatuował sobie skrót NDR (Narodowy Dzień Robaka) wraz z datą pamiętnego spotkania z "Kolejorzem".

A w sobotę Marcin Robak zagra jak na profesjonalistę przystało. Sentymenty do Pogoni zostawi w szatni i będzie groźnym łowczym.

Mecz inauguracyjnej kolejki nowego sezonu ekstraklasy Lech Poznań - Pogoń Szczecin w sobotę o godz. 20.30. Relacja "na żywo" - na szczecin.sport.pl.



Zostań najlepszym managerem w lidze!