Czesław Michniewicz z Pogoni: Piłkarze czują, gdy trener jest blisko

W dwóch najbliższych spotkaniach Czesław Michniewicz nie będzie mógł zasiąść na ławce rezerwowych. To kara za zachowanie w czasie meczu z Wisłą Kraków.
Michniewicz przed tygodniem został w drugiej połowie wyrzucony na trybuny, ponieważ zdaniem arbitra technicznego zbyt gorliwie wyrażał dezaprobatę dla poczynań sędziego Jarosława Przybyła.

Dla szkoleniowca Pogoni oglądanie spotkań z takiej perspektywy to już nie pierwszyzna. Niedawno z trybun obserwował pucharowe starcie portowców w Białymstoku. Jak stwierdził, była to dla niego straszna katorga i miał nadzieję, że już więcej taka przygoda go nie spotka. Jak się jednak okazało, kolejna kara przyszła szybciej, niż można się było spodziewać.

- Komisja ligi jest bezradna. Jeśli sędzia odeśle trenera na trybuny, to jest już skazany na "pożarcie". Wtedy nie ma innego wyjścia jak dwa mecze kary.

- Oczywiście, że wolałbym być na ławce i grać razem z moją drużyną. Zawodnicy czują to wsparcie, kiedy jesteś blisko i podpowiadasz - tłumaczy Michniewicz. - Stymulacja w czasie meczu jest potrzebna. To tak jak w pływaniu. Zawodnik płynie pod wodą, ale cały czas słyszy swojego trenera, który jest obok. Musimy jakoś przez to przejść.

Dodatkowo do sędziowania meczu w Kielcach wyznaczono arbitra, który ostatnio prowadził spotkanie portowców z Górnikiem Łęczna. To wtedy Takuya Murayama, kierując piłkę do bramki, pomógł sobie ręką. - Niepotrzebnie desygnowano do sędziowania Mariusza Złotka. Wiadomo, co się działo w meczu z Górnikiem Łęczna. To dla nas i dla niego niepotrzebne nerwy.