Sport.pl

Pogoń szczelna w defensywie, ale zacięta w ataku. Jak powinna wyglądać ofensywa?

Po meczu z Zagłębiem Lubin wszyscy piłkarze Pogoni na pytanie, co będą chcieli dodać do swojej gry w Krakowie, zgodnie odpowiadali: strzelić bramkę.
Czesław Michniewicz znany jest z tego, że swoje drużyny buduje od tyłu, co w Szczecinie tylko potwierdził. Dla kibiców Pogoni była to pewna nowość, ponieważ od lat przyzwyczajeni byli do tego, że w obronie następowały ciągłe rotacje, a jej gra i tak daleka była od ideału. Wielu sympatyków Dumy Pomorza pewnie do dzisiaj pamięta, jak rwało sobie włosy z głowy, oglądając I-ligowe popisy takich zawodników jak Emil Noll czy egzotyczny wynalazek z Karaibów - Mekeil Williams. Dzisiaj Michniewicz stworzył żelazną parę stoperów (Jarosław Fojut - Jakub Czerwiński), która przez wielu fachowców uznawana jest za najlepszy duet obronny w lidze.

W ofensywie Pogoń też ma "nazwiska", ale ze spełnianiem oczekiwań jest w tym sezonie różnie. Przede wszystkim z powodu kontuzji i wahań formy. Kręgosłup powoli się krystalizuje, ale od samego początku sezonu nierozwiązany został problem na skrzydłach. Ostatnio Michniewicz do drugiej linii z powrotem przesunął Adama Frączczaka. Jak się jednak okazało, wcale nie rozwiązało to problemu, choć wydawało się, że o jedno skrzydło będzie już można być spokojnym.

- Przesunięcie Adama do drugiej z linii z pozoru sprawiło, że jesteśmy aktywniejsi w ofensywie. Tak naprawdę on jest teraz jednak mniej efektywny i ma mniej liczb. Na początku sezonu dominował w całej lidze, a teraz tego brakuje. Spierano się ze mną w temacie "Frączczak czy Rudol", ale dzisiaj widać, że Adam ma większy potencjał, żeby zdobywać przestrzeń na swojej stronie, co daje spore korzyści drużynie. "Rudi" może lepiej broni i jest bardziej stabilny w defensywie, ale to Frączczak robi różnicę w ofensywie. Z Zagłębiem naprawdę szukaliśmy zwycięstwa, dlatego zdecydowaliśmy się na ryzykowny ruch, jakim było zdjęcie Sebastiana i wprowadzenie Murayamy, który broni jak broni - tłumaczy Michniewicz.

Jeśli wróci Rafał Murawski, problem z rozgrywającym się rozwiąże. Takafumi Akahoshi będzie mógł wrócić na rozegranie, a w odwodzie pozostanie jeszcze Wladimer Dwaliszwili. "Papierowe" ustawienie nie rozwiąże jednak wszystkich zmartwień Michniewicza.

- Przed meczem z Cracovią spędzimy trochę czasu w Chorzowie i tam wybierzemy skład na sobotę. Nadal mamy zbyt mało dośrodkowań. W spotkaniu z Zagłębiem jedną dobrą wrzutkę zaliczył Miłosz Przybecki, potem raz dorzucił jeszcze Mateusz Lewandowski, i to w zasadzie tyle. W tej chwili wszyscy zawodnicy, których mamy, są nam potrzebni. Ci, którzy dzisiaj są tym 12., 13. czy 14., w grudniu pewnie będą już piłkarzami pierwszego składu - tłumaczy szkoleniowiec Pogoni.

Trenera może też martwić to, że od dłuższego czasu do sieci nie trafił Łukasz Zwoliński, który ostatnio pomylił się nawet z rzutu karnego. Nie ma sensu bić jednak na alarm.

- W piłce istnieje oczywiście takie pojęcie jak "zacięcie" się napastnika, ale jestem spokojny. Ostatnio po długim czasie odblokował się też Wayne Rooney i myślę, że podobnie będzie z Łukaszem - uważa szkoleniowiec.

Jaki jest więc klucz do sukcesu, a w zasadzie do tego, żeby ofensywa odpaliła? Dojście do pełnej formy i zdrowia ofensywnego kwartetu - Frączczak, Akahoshi, Dwaliszwili i Zwoliński. Ostatnio ciągle coś stawało na drodze, aby mogli zagrać razem, ale wiele wskazuje na to, że w Krakowie w końcu trener mógłby tak zestawić swoją drużyną. Choć Patryk Małecki, Miłosz Przybecki czy Marcin Listkowski też będą naciskać.

Sobotni mecz Pogoni w Krakowie o godz. 15.30. Relacja na żywo - na sport.pl