Sport.pl

Trzy różne Pogonie tej samej jesieni

Pogoń Szczecin zanotowała najlepszą jesień od powrotu do Ekstraklasy i wiosną może przypuścić atak na podium. Ma tyle punktów co trzecia Cracovia (36) i tylko cztery mniej od drugiej Legii Warszawa.
Gdyby przed sezonem ktoś powiedział, że Pogoń będzie zimować na czwartej pozycji, większość kibiców popukałaby się w głowę. Runda finałowa minionych rozgrywek okazała się pasmem porażek, a latem zespół przeszedł rewolucję kadrową. Doświadczonych i szanowanych zawodników takich jak Radosław Janukiewicz czy Maksymilian Rogalski, w większości zastąpili piłkarze, którzy nie mogli liczyć na ciepłe przyjęcie, ponieważ ostatnio w ogóle nie grali. Nastroje przed startem sezonu były więc sceptyczne.

- Ja nie widzę tutaj optymizmu, że przychodzi nowy sezon i chcemy stworzyć coś nowego. Każdy zachowuje się, jakbyśmy chcieli zrobić krzywdę Pogoni - zauważył latem trener Czesław Michniewicz.

Ważna wygrana na początek

Na zaufanie kibiców przebudowany zespół mógł zapracować tylko wynikami. I zrobił to błyskawicznie. Na dzień dobry Pogoń pokonała Lecha Poznań 2:1 na jego terenie, a potem zanotowała znakomitą passę dwunastu spotkań bez porażki. Portowcy grali ładnie dla oka, a nowy sezon wykreował nowych bohaterów. Początek rozgrywek należał do Łukasza Zwolińskiego, ale kibice równie chętnie oklaskiwali też duet nowych stoperów (Jarosław Fojut - Jakub Czerwiński), a także Mateusza Matrasa, który z zawodnika wyśmiewanego, stał się jednym z najlepszych.

Kolejne spotkania bez porażki zaczynały jednak coraz bardziej ciążyć Pogoni, która choć długo broniła statusu niepokonanej, to grała coraz słabiej. Przede wszystkim nastawiała się bowiem na to, żeby nie przegrać, co odbijało się na jakości gry w ofensywie.

Pierwsza porażka

Zimny prysznic przyszedł w Krakowie. W trzynastej kolejce Pogoń przegrała z Cracovią 1:4. Wydawało się, że porażka paradoksalnie może pomóc granatowo-bordowym, którzy pozbawieni balastu, wrócą do formy. Tak się jednak nie stało i Portowcy na kilka kolejek ugrzęźli w dołku. Były porażki z Legią oraz Lechem, a także remis z będącym w ogonie tabeli Górnikiem Zabrze.

- Najważniejsze to umieć wstać z kolan i nam ta sztuka się udała - mówi Michniewicz. - Kryzys i moment słabszej gry zbiegł się u nas z kontuzjami i pauzami za żółte kartki. Wypadł Rafał Murawski, a do Warszawy pojechaliśmy bez kluczowych piłkarzy, Zwolińskiego i Matrasa.

Sceptycy nie wierzyli w odwrócenie karty i wieszczyli szybki "zjazd" Pogoni w dół tabeli, poza czołową ósemkę.

12 punktów na finiszu

Michniewicz znowu był jednak górą: znalazł remedium na problemy Portowców. Duma Pomorza zanotowała fantastyczny finisz rundy, wygrywając cztery spotkania z rzędu. Był to najlepszy wynik w XXI wieku, który umocnił Pogoń na czwartej lokacie i dał spory zapas punktowy nad resztą stawki.

- Przez ostatnie pół roku zrobiliśmy dobrą robotę, ale nie ukrywam, że zawsze mogło być lepiej - podsumowuje trener. - Szczególnie te dziewięć remisów, z których większość była u siebie, to wynik do poprawy. Wystarczy spojrzeć na to z tej perspektywy: dwa remisy mniej i jesteśmy dzisiaj w zupełnie innym miejscu, tuż za liderem. Doceniamy jednak zarówno passę z początku sezonu, jak i dobre mecze w końcówce.

Procentuje ligowy poligon

Michniewicz podkreśla, że Pogoń nie byłaby tak wysoko w tabeli, gdyby nie mogła potraktować końcówki poprzedniego sezonu jak poligonu doświadczalnego.

- Żeby racjonalnie ocenić naszą dotychczasową pracę, trzeba się nieco cofnąć w czasie. Do momentu, w którym rozpoczynałem przygodę z Pogonią i rzutem na taśmę awansowaliśmy go grupy mistrzowskiej. Tam po dwóch porażkach zmieniliśmy nieco koncepcję naszej pracy i postanowiliśmy szukać już rozwiązań na nowy sezon. Wiem, że kibice nie byli wtedy w dobrych nastrojach, ale dzięki temu zobaczyliśmy na co stać młodych zawodników takich jak Marcin Listkowski (odkrycie rundy w Pogoni - red.). To było świadome działanie - mówi trener, który równie szeroko patrzy także w przyszłość. - Dzisiaj wiemy, że ten zespół nadal będzie rósł. Za rok o tej porze będzie można powiedzieć, że jest jeszcze lepszy. Mamy już fundament i mamy też odpowiednie zaplecze.

Wyzwanie na zimę

Władze Pogoni rozumieją, że tak znakomitej pozycji wyjściowej nie można zaprzepaścić i zima w Szczecinie ma być bardzo pracowita. Kibice już dostali pierwszy miły prezent, w postaci przedłużenia kontraktu przez kapitana zespołu - Rafała Murawskiego. To sygnał, że klub czekają kolejne wzmocnienia, a Pogoń wiosną chce powalczyć o coś więcej niż tylko spokojny awans do ósemki. Na razie sukces klubu ze Szczecina nie odbił się w piłkarskiej Polsce należytym echem. Rundę jesienną zdominował rewelacyjny lider - Piast Gliwice. Michniewicz jest jednak zdania, że jego drużyna o wiele nie różni się od maszyny do wygrywania Radoslava Latala.

- Brakowało nam serii zwycięstw, którą miał Piast. Oni potrafili iść za ciosem, natomiast nam po wygranej z reguły przytrafiał się remis i zmieniliśmy to dopiero w samej końcówce - wyjaśnia trener Pogoni.