Sport.pl

Dawid Kort czeka na swoją szansę w Pogoni. 'Nie będzie jak Tomasz Gollob'

Kibice Pogoni wiążą bardzo duże nadzieje z powrotem do Szczecina Dawida Korta. Wychowanek klubu na razie większość czasu spędził jednak na ławce rezerwowych.
20-latek ostatnie pół roku przebywał na wypożyczeniu w Bytovii Bytów. W I lidze zaliczył znakomitą rundę jesienną (był najlepszym asystentem na całym zapleczu ekstraklasy) i Pogoń postanowiła szybko ściągnąć go z powrotem. Kibice liczyli, że Kort przebojem wedrze się podstawowej jedenastki, tymczasem w czterech dotychczasowych spotkaniach rozegrał zaledwie 32 minuty.

Na razie nie pasował do koncepcji

W pierwszych dwóch meczach na pozycji numer 10 wyszedł Takafumi Akahoshi, a więc etatowy rozgrywający Pogoni. Potem Japończyk złapał jednak anginę i kibice byli przekonani, że teraz nadejdzie czas właśnie na Dawida Korta. Czesław Michniewicz postanowił jednak inaczej.

- W meczu z Termaliką do środka pola postanowiliśmy desygnować Ricardo Nunesa. Wszystko dlatego, że Adam Gyurcso ma problemy w defensywie i Mateusz Lewandowski potrzebował kogoś kto będzie go asekurować. Rywale grali skrzydłami, a Nunes był idealnym zawodnikiem do wspomagania bocznego obrońcy - tłumaczy Michniewicz. - W Białymstoku musieliśmy natomiast podjąć rękawicę jeśli chodzi o walkę wręcz. Dawid Kort potrafi grać w piłkę, ale z w walce z Jackiem Góralskim czy Rafałem Grzybem miałby problemy. Dlatego postawiliśmy na szybkich i wypoczętych Łukasza Zwolińskiego, Adama Frączczaka i Marcina Listkowskiego.

Szpaleru nie było

Kibice Pogoni bardzo chcieliby oglądać wychowanka klubu w pierwszym składzie. Najlepiej zresztą tuż za plecami innego ulubieńca trybun, który wychował się przy Twardowskiego - Łukasza Zwolińskiego. Trener na razie tonuje jednak nastroje.

- Dawid oczywiście ma spory potencjał, ale powiem jak to wygląda z mojej perspektywy. Przychodzi młody i utalentowany chłopak z I ligi do drużyny, która jest na czwartym miejscu w tabeli i sporo już przeszła. Nikt nie zrobi mu na powitanie szpaleru i nie rozłoży czerwonego dywanu mówiąc: graj moim kosztem - tłumaczy. - Ja się bardzo cieszę, że on przyszedł, bo to zwiększa motywację i konkurencję w zespole. Dzisiaj wszyscy jednak walczą o swoje miejsce i on też musi czekać, i walczyć.

Michniewicz na razie nie chce zdradzić czy Kort swój dotychczasowy dorobek zaledwie nieco ponad trzydziestu minut, powiększy już w poniedziałek. Nawet jeśli tak, to raczej wchodząc z ławki rezerwowych.

- Dawid nie jest szczęśliwy, że nie gra, ale musi być cierpliwy. Na razie uczy się ekstraklasy i swoje szanse na pewno dostanie - mówi opiekun Portowców. - Nie odbędzie się to jednak w ten sposób, że jak Tomasz Gollob wyprzedzi wszystkich na wirażu i od razu wskoczy do składu. Do sukcesu nie ma winy. Jest drabina, po której trzeba się wspiąć.