Pogoń skazana na ofensywę [OPINIA]

Poniedziałkowy mecz Pogoni z Ruchem Chorzów (2:3) na długo zostanie w pamięci osób związanych ze szczecińskim klubem. Kuriozalna porażka dała bowiem nadzieję.
W tym roku podopieczni Czesława Michniewicza mocno reglamentowali swoim kibicom emocje. Poza szaleńczym pościgiem w otwierającym rundę spotkaniu z Koroną Kielce (z 0:2 na 3:2) była nuda. Portowcy zanotowali trzy remisy z rzędu i choć trzymali się w czubie tabeli (przez chwilę byli nawet na trzecim miejscu), to spora część sympatyków narzekała, że przysypia na spotkaniach zachowawczo grającej Pogoni.

W końcu się działo

Poniedziałkowe starcie z Ruchem wynagrodziło kibicom poprzednie mecze. Emocjami z tego pojedynku spokojnie można by obdzielić kilka innych ligowych spotkań. Pięć goli, dwa rzuty karne (jeden nietrafiony), kuriozalna sytuacja z czerwoną kartką czy zawodnik chorzowian biegający w koszulce z nieswoim nazwiskiem. Przeglądając media społecznościowe (Twitter, Facebook) widać, że temperatura po końcowym gwizdku wciąż nie opadła.

Nie licząc bezsensownych komentarzy o rzekomym ustawieniu tego meczu, poniedziałkowa porażka paradoksalnie oczyściła atmosferę wokół klubu. Gdyby nie złe zachowanie Jakuba Słowika, które zdaniem trenera zdarza się raz na sto spotkań, Portowcy odnieśliby przekonywujące zwycięstwo. I to przede wszystkim w dobrym, ofensywnym stylu jakiego tak głośno domagali się kibice.

W Lubinie trzeba zagrać tak samo

Kolejnym rywalem Pogoni jest Zagłębie Lubin. Portowcy zmierzą się z "Miedziowymi" w niedzielę na ich terenie. Fani oczekują, że granatowo-bordowi zagrają tak samo jak w poniedziałek i tym razem bez żadnych turbulencji, zdecydowanie zwyciężą. A ostatnie spotkanie pokazało, że szczecinianie są w stanie poderwać publiczność z miejsc i dało odpowiedź na kilka pytań:

1. Adam Gyurcso może być gwiazdą. Węgier do tej pory zawodził (strzelił jednego gola z Koroną) i kibice zaczęli się zastanawiać, czy faktycznie jest tak dobry jak go reklamowano. Wszak to jeden z najgłośniejszych transferów ostatnich lat w Pogoni. Mecz z Ruchem był jego najlepszym i pokazał, że tak - Adam Gyurcso ma ogromny potencjał. Potrzebuje jednak do tego ofensywnie ustawionej drużyny. Musi mieć z kim grać, a w poniedziałek na lewej stronie szalał razem z Ricardo Nunesem. Płynnie przechodzimy do punktu drugiego.

2. Ricardo Nunes to boczny defensor jakiego Pogoń potrzebuje. Zawodnik z RPA po nieudanym epizodzie w środku pomocy wrócił na lewą obronę. I powinien tutaj zostać na stałe. Kibice szczecińskiej drużyny chyba już nie pamiętają, kiedy ostatni raz oglądali tak ofensywnie usposobionego zawodnika po tej stronie bloku obronnego. 29-latek biegał od linii do linii i już w pierwszej akcji meczu zaliczył kapitalną asystę przy bramce Akahoshiego. I co istotne, znakomicie rozumie się z Gyurcso, z którym co rusz siali popłoch pod polem karnym Ruchu.

- Uważam, że idealnie się uzupełniamy i jesteśmy sobie w stanie bardzo pomóc na boisku - mówi Nunes. - Ja swoimi zagraniami mogę pomóc mu zabłysnąć i w drugą stronę również może to zadziałać.

Dlatego też temat lewej strony na najbliższe mecze powinien zostać zamknięty. Parafrazując cytat z kultowego "Misia": "To jest duet na skalę naszych możliwości. My tym duetem otwieramy oczy niedowiarkom [...] i to nie jest nasze ostatnie słowo."

3. Akahoshi może grać na skrzydle. Jeśli zawodnik w ośmiu meczach przeciwko danemu klubowi strzela sześć bramek (w tym sezonie 2 spotkania z Ruchem i 4 gole), to można po prostu stwierdzić, ze rywal wybitnie takiemu piłkarzowi "leży". Można też spojrzeć na to szerzej i zastanowić się co zrobić, aby równie zabójczą skuteczność podtrzymać także w konfrontacjach z innymi drużynami. Być może wystarczy przestawić Japończyka z pozycji rozgrywającego na skrzydło, tak jak to miało miejsce w poniedziałek. Akahoshi może wtedy swobodnie schodzić sobie do środka, ale nie jest skazany na stemplowanie każdej ofensywnej akcji, którą Pogoń wyprowadza. Z boku może być bardziej kreatywny i ma większe pole do popisu.

4. Mecz przerwy dobrze zrobi Fojutowi. Stoper Portowców, Jarosław Fojut "wykartkował" się na niedzielny mecz z Zagłębiem i zobaczy go w telewizji. To dobrze, ponieważ filar defensywy w tym roku zawodzi i nie przypomina zawodnika z poprzedniej rundy. Tylko w poniedziałkowym spotkaniu z Ruchem sprokurował rzut karny, podkładając rywalowi "haka". Jak sam zresztą stwierdził, zachował się bez sensu i stracił zimną głowę. Mecz przerwy pomoże mu spojrzeć na wszystko z dystansem i - miejmy nadzieję - wrócić do grania w znacznie lepszej i pewniejszej formie. A Pogoń takiego Fojuta bardzo potrzebuje.