Chemik bardzo blisko mistrzowskiego tytułu, ale to jeszcze nie koniec walki

Siatkarki Chemika od wywalczenia trzeciego z rzędu mistrzostwa Polski dzieli zaledwie jedno zwycięstwo. Rywalizacja w finale toczy się do trzech wygranych spotkań, a policzanki prowadzą już 2:0.
Chemik wygrał sezon zasadniczy Orlen Ligi, dzięki czemu do fazy play-off przystąpił z uprzywilejowanej pozycji. W półfinale możliwość rozpoczęcia rywalizacji we własnej hali nie miała jeszcze tak wielkiego znaczenia, ponieważ Tauron MKS Dąbrowa Górnicza był rywalem wyraźnie słabszym i przejście tej przeszkody było tylko formalnością (Chemik wygrał u siebie i na wyjeździe).

Własny parkiet pomógł

W wielkim finale naprzeciw zawodniczek Jakuba Głuszaka stanął jednak znacznie silniejszy PGE Atom Trefl Sopot. Zespół z Trójmiasta to jedyna polska drużyna obok Impelu Wrocław, która jest w stanie na w miarę równym poziomie walczyć z Chemikiem. W tym przypadku atut dwóch pierwszych spotkań w Azoty Arenie (przy rywalizacji do trzech zwycięstw), był więc niezwykle istotny. Policzanki skwapliwie z niego skorzystały, pewnie wygrywając oba mecze. We wtorek pokonały Atom 3:1, natomiast w środę zwyciężyły do zera. Drużyna Głuszaka w trakcie obu dni zmagań była wyraźnie lepsza, a rywalki równorzędną walkę nawiązały tylko w trzech z siedmiu rozegranych setów.

- Jest 2:0 dla Chemika, ale musimy jak najszybciej zapomnieć o tym co już za nami - mówi Głuszak. - Radość nie może trwać zbyt długo, ponieważ już w czwartek gramy trzecie spotkanie w Sopocie.

Trener Atomu ma wątpliwości

Szkoleniowiec policzanek musiał tonować nastroje, bo po ostatniej piłce Azoty Arena eksplodowała tak, jakby losy mistrzostwa były już ostatecznie rozstrzygnięte. Łyżkę dziegciu dołożył też od siebie trener Atomu Lorenzo Micelli. Jego zdaniem zespół z Sopotu od początku był na straconej pozycji. Aby awansować do finału musiał rozegrać trzy spotkania z Impelem i miał przez to mniej czasu na przygotowania od Chemika, który znacznie wcześniej gładko rozprawił się z Tauronem w dwóch meczach.

- Pracuję w zawodzie 25 lat i zapewniam, że jeśli masz dziesięć dni zamiast jednego na przygotowanie swojej drużyny, to różnica będzie znaczna - tłumaczy Micelli. - Nie jest to atak w stronę Chemika. Po prostu siatkówka jest moją życiową misją i chciałbym, żeby każdy miał takie same warunki do rywalizacji.

To jeszcze nie koniec

Trzecie spotkanie w czwartek (28.04, godz. 18:00) w Sopocie. Jeśli Chemik wygra, będzie świętował tytuł. Jeśli się potknie, następny mecz odbędzie się dzień później, a ewentualny piąty (przy dwóch wygranych Atomu), znowu w Policach.

Trzeba być czujnym, ponieważ rywalkom podobna sztuka udała się w 2013 roku. Wtedy również przegrały dwa pierwsze spotkania z Tauronem, ale potem wzięły się w garść, wygrały trzy kolejne mecze i świętowały zdobycie tytułu.

- Myślę, że znowu doprowadzimy do piątego spotkania i jeszcze raz zagramy w Policach - odgraża się kapitan Atomu, Anna Miros.