Sport.pl

Rio 2016. Damian Zieliński: Sędziowie przestraszyli się wagi swojej decyzji. Podium byłoby pewne już na starcie

Skandalem zakończył się wtorkowy finał keirinu mężczyzn. Wyścig był powtarzany trzy razy, a zawodnicy, którzy pojechali niezgodnie z przepisami, nie zostali zdyskwalifikowani.
Na starcie finałowego wyścigu pojawiło się sześciu zawodników. Wśród nich nasz olimpijski weteran Damian Zieliński. 34-letni kolarz torowy Piasta Szczecin chciał zwieńczyć swoją bogatą karierę medalem. Zrobił dużo, aby tak się stało. W świetnym stylu przebrnął przez eliminacje i półfinał.

Powinni być wykluczeni

W finale rywalizacja nie odbyła się jednak na sportowych zasadach. Pierwsze dwa wyścigi zostały "odstrzelone" (anulowane). Brytyjczyk Jason Kenny i Malezyjczyk Azizulhasni Awang zbyt szybko wyprzedzili rozprowadzającego zawodników motorowerzystę. Później ten sam błąd popełnił Niemiec Joachim Eilers. Zgodnie z regulaminem, cały tercet powinien zostać zdyskwalifikowany, ale sędziowie każdy wyścig powtarzali w pełnym składzie.

- Takie rzeczy zdarzały się podczas Pucharów Świata. Nawet nasz zawodnik był kiedyś wykluczony z wyścigu za nieznaczne wyprzedzenie derny (motorower - red.) - mówi Zieliński w rozmowie z Pawłem Wilkowiczem ze Sport.pl. - Myślę że sędziowie się przestraszyli wagi swojej decyzji: finał olimpijski, a jedno z wykroczeń popełnił Jason Kenny (faworyt do złota - red.). Skoro jemu odpuścili, to nie mogli też potem wykluczyć innych zawodników. A gdyby wykluczyli, to podium byłoby już pewne na starcie, bo pojechalibyśmy we trzech.

Stracił zbyt dużo sił?

Zieliński i tak był blisko wywalczenia medalu. W trzecim wyścigu szybko wysunął się na prowadzenie i odskoczył rywalom. To był błąd, ponieważ szczecinianin za szybko zdecydował się na "ucieczkę" i na mecie został wyprzedzony przez wszystkich kolarzy. Przyjechał na 6. miejscu.

- Była szansa na medal w finale. Odpadło we wcześniejszych rundach kilku dobrych zawodników. Miałem dobrą taktykę, wyścig zaczął się dobrze układać. Zwłaszcza w pierwszym podejściu. Gdybyśmy dojechali tak, jak zaczęliśmy to skończyłoby się nie gorzej niż na czwartym miejscu. Ale wyścig został przerwany, drugi też - mówi Zieliński. - Miałem opracowana taktykę, trzy razy się jej podjąłem, postawiłem wszystko na jedna kartę. Trochę zabrakło. Być może zapłaciłem cenę za te powtórki, bo szedłem mocno w obu przerwanych wyścigach. W finale złej decyzji nie podjąłem, po prostu zabrakło sił.

Lobby zadziałało?

- Sytuacja, która wydarzyła się w finale jest co najmniej niewłaściwa, ale ciśnie mi się na usta nieco inne słowo - komentuje prezes Polskiego Związku Kolarskiego Wacław Skarul. - Przepis mówi jednoznacznie, co należy zrobić w takim przypadku. Sędzia się jednak przestraszył, że już nigdy nie będzie sędziował zawodów takiej rangi i ja go rozumiem. Lobby angielskie jest w tym sporcie bardzo silne.

- Wszyscy kolarze na starcie zostali skrzywdzeni - ocenia Skarul. - Damian jest bardzo waleczny, ale trzy starty mocno go zdeprymowały. Pogratulowałem mu, ponieważ to najlepsze miejsce Polaka w keirinie w historii igrzysk. Medal był w zasięgu.

Skomentuj:
Rio 2016. Damian Zieliński: Sędziowie przestraszyli się wagi swojej decyzji. Podium byłoby pewne już na starcie
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX